[#022] Horror (1963) [The Blancheville Monster]

Dziś na blogu debiutuje Alberto De Martino ze swoim włosko-hiszpańskim gotykiem pod znamiennym tytułem Horror z roku 1963. Zapraszam do wpisu.

Horror (1963) aka The Blancheville Monster – informacje o filmie

Alberto De Martino, określany jako „najbardziej amerykański z włoskich reżyserów” (podobno bardzo nie lubił tego określenia) nakręcił mnóstwo filmów, które mogłyby nas zainteresować. Znajdziemy w jego dorobku, oprócz horrorów, także giallo, thrillery, polizieschi, westerny. Niestety, z niewiadomych przyczyn, wiele z nich nie zostało do tej pory wydanych nawet na DVD. Coś jednak w swojej kolekcji posiadam i poświęcę postaci tego reżysera kilka wpisów w najbliższym czasie – nadarza się okazja, skoro już wspominamy tu jego nazwisko.

Na wstępie szczególnie uprzedzam, że poniżej, aż roi się od spojlerów i, jeśli ktoś nie chce psuć sobie zabawy, to doradzam najpierw obejrzeć film, a dopiero później o nim tutaj poczytać i posłuchać.

Omawiany dziś film nosi prosty i niewyszukany tytuł: Horror – to w wersji włoskiej. Jego tytuł alternatywny brzmi The Blancheville Monster i wynika z tego pewne małe zamieszanie.
Otóż w wersji włoskiej filmu, czyli oryginalnej, nie pada ani razu nazwa/nazwisko „Blancheville”. Jak to bywało nie raz we włoskich produkcjach filmowych, postaci noszą inne nazwiska w wersji oryginalnej i inne w wersji anglojęzycznej filmu.
Producenci filmu, a jest to koprodukcja włosko-hiszpańska, dla rynku amerykańskiego przenieśli bowiem akcję filmu z Anglii do Francji, zamieniając przy okazji nazwiska kilku postaci. Tak więc, w wersji włoskiej mamy angielski ród Blackfordów, zamiast Blancheville.
Akcja filmu toczy się bowiem, jak informuje plansza na wstępie, na zamku w Anglii w roku 1884. W tym przypadku Roberto Curti (w tekście poniżej) wspominając o „szkockiej scenerii” popełnia małą pomyłkę.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, już po kilku minutach filmu, to bardzo podobne motywy do tych które widzieliśmy w La vendetta di Lady Morgan w reżyserii Massimo Pupillo, omawianym w TYM wpisie. Jednak należy pamiętać o jednym: oba filmy łączy ten sam scenarzysta (Giovanni Grimaldi), jednak to dzisiaj omawiany Horror powstał wcześniej, przed …Lady Morgan.
A jakie to elementy wspólne? Otóż mamy młodą damę, która przybywa do rodzinnego zamku po dłuższej nieobecności i zastaje mnóstwo zmian: wszyscy służący zostali wymienieni na innych, pojawia się wyniosła i niesympatyczna guwernantka/gospodyni, wokół bohaterki zaczynają rozgrywać się dziwne zdarzenia, jest hipnoza, i inne tego typu motywy.
Choć przyznać trzeba, że większość włoskich gotyków posiada te same elementy wspólne, choćby postać pana domu knującego intrygę wespół z tajemniczą gospodynią.
W miarę rozwoju akcji zaczynają mnożyć się fałszywe tropy, mające na celu nas zmylić i uczynić film bardziej intrygującym. Jednak, gdy co chwilę dochodzi do wymiany znaczących spojrzeń każdego z każdym, bez powodu, to robi się to bardziej irytujące niż intrygujące.

Można mieć zastrzeżenia do konstrukcji fabularnej filmu, ale nie można mu odmówić jednego: mamy tu piękne czarno-białe zdjęcia, bardzo klimatyczne nocne ujęcia wśród ruin, ale także wnętrza zamku, plany są pięknie oświetlone – strona wizualna cieszy oczy.

Jest tu także motyw „żywcem pogrzebanej”, który od razu przypomniał mi jeden z moich ulubionych filmów, a mianowicie Short Night of Glass Dolls w reżyserii Aldo Lado. Wspomniano o tym także w materiale video, który prezentuję na końcu wpisu.

Jest też mała ciekawostka związana z obsadą. Zwróciło moją uwagę nazwisko „Emilia Wolkowicz”. Brzmi ono swojsko, jednak niestety kompletnie nigdzie nie można znaleźć informacji o tej aktorce. Prawdę mówiąc nawet nie wiem, czy ma ona jakieś polskie korzenie. Gra ona w tym filmie postać kucharki niosącej tort, widać ją też zapłakaną na pogrzebie. Emilia Wolkowicz miała także małe role w dwóch innych filmach włoskich: I sette gladiatori (7 Gladiators, 1962) oraz Cosa avete fatto a Solange? (What Have You Done to Solange?, 1972).

Emilia Wolkowicz w filmie Horror (1963)
Emlia Wolkowicz w filmie Cosa avete fatto a Solange? (1972)

Galeria filmu:

Poniżej cytuję dwa teksty dotyczące dzisiejszego filmu.
Pierwszy z nich pochodzi z książki Roberta Curtiego: Italian Gothic Horror Films, 1957-1969.

Ze wszystkich włoskich filmów gotyckich z lat 1960-tych The Blanchville Monster – dziwna koprodukcja włosko-hiszpańska – jest chyba najbliższy kanonom siedemnasto- i osiemnastowiecznej literatury gotyckiej, do których ściśle nawiązuje scenariusz Bruno Corbucciego i Gianniego Grimaldiego. Nic więc dziwnego, że we Włoszech ukazał się on pod prostym i zrozumiałym tytułem Horror – wybranym przez producenta, Italo Zingarellego.

Jak zwykle, ówczesne włoskie reklamy udawały, że film oparty jest na opowiadaniu Poego, i nawet jeśli tak nie jest w rzeczywistości, Corbucci i Grimaldi rzeczywiście przerobili elementy z „Upadku domu Usherów” Edgara Allana Poe: historia przedstawia pana zamku o imieniu Roderick, który w jednej scenie staje twarzą w twarz ze swoją siostrą, która została pogrzebana żywcem i uciekła z grobu. Z drugiej strony, odniesienia do mesmeryzmu zostały zaczerpnięte z innych opowiadań Poego, mianowicie z „Opowieści z Gór Skalistych” i z „Pogawędki z mumią”, z typową nutą włoskiego mistrzostwa w fałszowaniu. W jednej ze scen Emily odkrywa książkę Francisa [tak!, zamiast Franza] Antona Mesmera zatytułowaną „Hipnotyzm i magnetyzm”, a przecież Mesmer nigdy nie napisał książki o takim tytule: Ipnotismo e magnetismo to tytuł podręcznika napisanego w 1903 roku przez Giulio Belfiore, który spopularyzował teorie Mesmera we Włoszech.

„W tamtym czasie modne były filmy gotyckie, takie jak The Pit and the Pendulum i tym podobne” – wyjaśnia De Martino. „Chociaż, prawdę mówiąc, inspirowałem się filmami Hitchcocka i nie sądziłem, że robię takie same rzeczy jak Bava czy Margheriti. Pamiętam, że Antonio i ja kręciliśmy w tym samym czasie: ja kręciłem The Blancheville Monster, a on reżyserował jeden ze swoich filmów, tuż obok mnie, w tym samym studiu.”

Nawiązanie do Hitchcocka nie jest tak dziwne, jak brzmi, gdyż film jest w istocie zagadką z epoki, w której element nadprzyrodzony jest tylko fałszywym tropem: ogólnie rzecz biorąc The Blancheville Monster jest bliższy amerykańskim filmom według Poego z tego okresu ze scenariuszami Richarda Mathesona, niż swoim włoskim ówczesnym produkcjom, co podkreśla także akcent na złowrogą męską autorytarną postać, która była typowa dla twórczości Cormana, gdzie uosabiał ją Vincent Price.

Jednak The Blanchville Monster nie ma wiele do zaoferowania poza kompetentną reżyserią De Martino, klimatycznymi scenami (w tym zrujnowanym klasztorem, który często pojawiał się w hiszpańskich horrorach z lat 1970-tych) i nastrojowym oświetleniem Alejandro Ulloa. Otwierające film ujęcie, w którym kamera przesuwa się od złowrogo wyglądającego lasu, pośród ulewnego deszczu, aż do zamku w oddali (z widocznym użyciem makiety), zapowiada nadmierne oparcie filmu na stereotypach: szkockiej scenerii (która w wersji amerykańskiej zamienia się w północną Francję!), starego dworu i jego rodowej klątwy, dwuznacznych służących, krypty, oszpeconego potwora, młodej damy spacerującej w nocnej koszuli po ciemnych korytarzach i pana zamku grającego na organach.
Taka parada klisz potęguje tylko przewidywalność opowieści, sztampowe dialogi i przeciętne aktorstwo: pośród głównie hiszpańskiej obsady 20-letnia, nieznana Ombretta Colli (późniejsza popularna piosenkarka w swej ojczyźnie, a następnie prawicowa polityk) ukrywa się za pseudonimem Joan Hills – czyli dosłownym tłumaczeniem nazwiska [„góry”]. Również momenty grozy są dość niezręczne, z groteskowo wyglądającym monstrum i naiwnymi sekwencjami grozy podkreślonymi przez melodramatyczną muzykę Carlo Franciego, a pomysł scenariusza na tajemnicę polega na tym, że każda postać zachowuje się dwuznacznie, nawet gdy nie ma takiej potrzeby.

„Stał się filmem kultowym, a ja o tym nie wiedziałem […]. Ale to tylko mały film bez znaczenia” – wspominał De Martino. „Jedyną rzeczą, która mnie porusza, gdy myślę o tym filmie, są maski, które widać w filmie, a które wyrzeźbił mój ojciec”.

Drugi tekst to tłumaczenie felietonu zawartego w książeczce załączonej do zestawu Gothic Fantastico, wydanego przez Arrow Films, a którego autorem jest Jerome Reuter.

Na początku lat 1960-tych makabryczny świat Edgara Allana Poe znalazł nowe życie w pełnym kolorze. Było to dzieło niekwestionowanego mistrza filmów klasy B, Rogera Cormana. House of Usher (1960), The Pit and the Pendulum (1961) oraz The Masque of the Red Death (1964) podniosły dzieło Poego do rangi żywej postaci, ożywionej jeszcze bardziej dzięki występom zawsze wyrazistego Vincenta Price’a i kruczowłosej scream-queen Barbary Steele.

Wykorzystując nową fascynację dziełami literackimi Poego, w 1963 roku na ekrany kin wszedł The Blancheville Monster – często znany po prostu jako Horror, jak go zatytułowano w Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że film nie wyróżnia się niczym szczególnym poza tym, że jest niskobudżetową imitacją filmów, które z początku i tak nie były szczególnie drogie.
Reżyser Alberto De Martino powiedział nawet, że jego praca to „film o niewielkim znaczeniu”.

Kariera filmowa Alberto De Martino była co najmniej interesująca. Zadebiutował nie jako reżyser, ale jako aktor dziecięcy w filmie Scipio Africanus (Scipione l’africano, Carmine Gallone, 1937; aka The Defeat of Hannibal). Ten epos z gatunku miecza i sandałów, sfinansowany przez samego Benito Mussoliniego, jest jednym z mniej znanych filmów propagandowych Osi z czasów II wojny światowej, próbującym zilustrować związek między czasami cesarskiego Rzymu i faszystowskich Włoch podczas ich różnych działań wojennych w Afryce Północnej. Powróciwszy do filmu jako reżyser na początku lat 1960-tych, De Martino był jednym z wielu włoskich filmowców, którzy próbowali swoich sił w różnych produkcjach, od spaghetti westernów, przez filmy o gladiatorach, po kryminały; miał nawet okazję wyreżyserować Kirka Douglasa w filmie Holocaust 2000 (1977).

Choć początkowa krytyka The Blancheville Monster jako próby wykorzystania sukcesu filmów Cormana inspirowanych twórczością Poe może wydawać się uzasadniona, to jednak można w nim znaleźć wartości i inspiracje dla przyszłych dzieł sztuki. Centralnym punktem filmu jest Emilie de Blancheville, grana przez Ombrettę Colli (występującą jako „Joan Hills”). Już od początku filmu widać, że garderoba jest ważnym narzędziem w określaniu cech charakteru. Emilie to dziewicza bohaterka, o blond włosach i garderobie składającej się głównie z bieli. Przybywając do rodzinnej posiadłości wraz z przyjaciółką Alice (Irán Eory), trafia do dziwacznej grupy postaci, które nie są tym, kim się wydają.

Jeśli byłyby jakiekolwiek wątpliwości co do inspiracji zaczerpniętej od Cormana, to pojawienie się jej brata i jego nowej gospodyni na pewno to potwierdza. Brat Emilie, Rodéric de Blancheville, grany przez Gérarda Tichy’ego, jest nieco podobny do Price’a, łącznie z cienkim wąsikiem. Z kolei nowa gospodyni posiadłości, panna Eleonore, grana przez urodzoną w Niemczech aktorkę Helgę Line, może być próbą przypomnienia widzom Barbary Steele. Oczywiście jej garderoba jest utrzymana w ciemnej tonacji, co kontrastuje z garderobą Emilie.

W otoczeniu rodzinnej posiadłości pojawia się siła napędowa fabuły. Mimo że film jest inspirowany „Upadkiem domu Usherów” Poego, The Blancheville Monster jest napędzany przez legendę o rodzinnej klątwie, która pewnego dnia ma się spełnić. Przez cały czas trwania filmu przesądy i rzeczywistość mieszają się ze sobą. Widzowie są zmuszeni oddzielić rzeczywistość od urojenia, gdy widmo oszpeconego ojca Emilii wydaje się powracać zza grobu, by wypełnić przepowiednię, że umrze ona przed swoimi dwudziestymi pierwszymi urodzinami. Kiedy zostaje znaleziona książka o hipnotyzmie Franza Mesmera, do fabuły zostaje wprowadzona wiarygodna teoria, że widmo jest urojeniem lub hipnozą, a nie czującą istotą lub fizyczną manifestacją.
Niejednokrotnie widzowie zadają sobie pytanie, czy sytuacja, w której znajduje się Emilie, to nadprzyrodzone niebezpieczeństwo, czy po prostu sen.

Niektórzy odrzucają dzieło De Martino jako przesycone wieloma kliszami, które przenikają inne gotyckie opowieści. Nie da się ukryć, że The Blancheville Monster ma wiele wspólnego z innymi filmami tego okresu, ale De Martino nie był ani pierwszym, ani ostatnim, który wykorzystał sukces innego reżysera. Pojawiające się co jakiś czas widmo przypominające ojca Emilii, ze zdeformowaną twarzą i powiewającą peleryną, jest z pewnością znajome, ale w rzeczywistości nie pochodzi od Cormana ani od żadnego z kolejnych filmów wypuszczanych w tym samym czasie.

Prawie całą dekadę później inny włoski film o silnym gotyckim wydźwięku zainspiruje się tym mrożącym krew w żyłach obrazem: The Red Queen Kills Seven Times (La dama rossa uccide sette volte, 1972), który wyreżyserował Emilio P. Miraglia. Jako jedna z nielicznych pozycji w ograniczonej filmografii Miraglii, łatwo dostrzec głęboką inspirację, jaką The Blancheville Monster stanowił dla tego gotyckiego giallo. To coś więcej niż tylko intryga antagonisty, którego istnienie wynika z rodzinnej klątwy, wizja Miraglii nieustannie zaciera granicę między byciem produktem przesądów, które ożyły, a wiarygodnym wyjaśnieniem, które istnieje w granicach rzeczywistości.
Inne późniejsze pozycje giallo, takie jak Seven Deaths in the Cat’s Eye (La morte negli occhi del gatto, Antonio Margheriti, 1973) udowodniły, że tradycja gotyckiego horroru i thrillera kryminalnego może współistnieć i służyć jako przewrotne przedstawienie upadku włoskiej arystokracji. Choć inspiracja jest niewątpliwie obecna, zarówno The Blancheville Monster, jak i The Red Queen Kills Seven Times czerpią swoje gotyckie wskazówki z dużo starszego źródła: gotyckiej powieści Matthew Lewisa The Monk [„Mnich”].
O niewielu innych tekstach można powiedzieć, że miało większy wpływ na gotycki horror niż ta powieść opublikowana w 1796 roku. Jej wpływ rozciąga się szeroko i przenika do obrazów kilku filmów. Aspekt, w którym ktoś przybiera postać nadprzyrodzonej istoty i wykorzystuje przesądy swoich ofiar przeciwko nim, wywodzi się z wątku książki, w którym postać próbuje uciec z klasztoru w przebraniu ducha zwanego „Krwawą zakonnicą”. Zarówno The Red Queen… jak i widmo ojca Emilii są wyraźnymi pochodnymi dzieła Lewisa, podobnie jak motyw fałszywego pochówku.

Podczas gdy The Blancheville Monster ostatecznie cierpi z powodu ograniczeń budżetowych i tendencji do polegania na kliszach, trzeci akt filmu jest genialnie zrealizowanym hołdem dla „Upadku domu Usherów”. Powtarzającym się motywem w wielu opowiadaniach Poego jest strach przed pogrzebaniem żywcem.
Czy to Fortunato zamurowany przez Montresora w „Beczce Amontillado”, czy też przerażająca pierwszoosobowa narracja w „Przedwczesnym pogrzebie” – Poe nieustannie sprawiał, że strach przed pogrzebaniem żywcem (z braku lepszego określenia) stawał się żywy.
Sekwencji przedwczesnego pochówku Emilie udaje się wywołać przerażenie w bardzo prosty sposób. Monolog wewnętrzny ilustruje strach przed brakiem możliwości krzyku, gdy Emilie zostaje umieszczona w trumnie i zamurowana w grobowcu. Ta scena mówi o jednej z najsilniejszych cech The Blancheville Monster. Podczas gdy filmy Cormana według Poego były znane z przerysowanych występów i odważnych kolorów (to samo można powiedzieć o wielu filmach Hammera z tego samego okresu), film De Martino jest bardziej nastrojowy i wywołuje prawdziwe emocje, aby spotęgować efekt i wywołać silną reakcję publiczności. Nawet w najbardziej wtórnych dziełach można znaleźć cechy, które pozwalają im wyróżnić się wśród współczesnych.

Choć The Blancheville Monster nie będzie traktowany z takim samym szacunkiem jak wydany w tym samym roku The Haunting Roberta Wise’a, ani nawet wspominane z takim sentymentem adaptacje Poego Rogera Cormana, to jednak jego atmosfera jest wyczuwalna. Fani takich filmów jak The Long Hair of Death Margheritiego (I lunghi capelli della morte, 1964) docenią wpływ, jaki film ten wywarł na późniejsze dzieła, a wielbiciele tradycji gotyckiego horroru z pewnością uznają go za wyjątkową pozycję w kanonie.


Omawiany dziś film: The Blancheville Monster został wydany w zeszłym roku w zestawie zatytułowanym Gothic Fantastico przez Arrow Films. Poprzednio przedstawiałem La vendetta di Lady Morgan, a przed nami jeszcze dwa pozostałe gotyki z tego zestawu. Warto, bo zostały pięknie odrestaurowane i są to jedyne wydania tych filmów na Blu-rayu.

Film posiada dwie ścieżki audio: włoską i angielską. Przetłumaczyłem napisy, które są dopasowane do wersji włoskiej filmu (polecam); oglądając film z angielskim dubbingiem (nie polecam) trzeba liczyć się z tym, że będą różnice w synchro i poszczególnych wypowiadanych dialogach.

Z materiałów dodatkowych wybrałem wywiad z historykiem filmowym Antonio Tentorim, który opowiada o filmie Horror i jego reżyserze, a na dokładkę odnowiony bardzo dramatyczny włoski trailer.

022-ADM-H-IT+EN-sPL-A

Otagowano , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *