Premiera La vergine di Norimberga, horroru Antonio Margheritiego, odbyła się w 1963 roku: kilka miesięcy przed premierą Danza macabra (pomimo, że filmy zostały nakręcone w odwrotnej kolejności). Rzecz dzieje się w ziejącym grozą bawarskim zamku, w którym dochodzi do niewyobrażalnie przerażających wydarzeń, którym towarzyszy krew, sadyzm, woda i ogień.
La vergine di Norimberga (1963) [The Castle of Terror] – strona informacyjna filmu
Uwaga: spojlery!
Poniższy opis filmu łącznie z galerią zdjęć zdradza szczegóły fabuły i zakończenie.
Warto zapoznać się z kilkoma informacjami na temat przerażającego narzędzia tortur jakim była Żelazna Dziewica, zwana też Dziewicą norymberską (np. TUTAJ). Narzędzie, które rzeczywiście stosowano w czasach inkwizycji, choć nie do końca wiadomo, czy było ono aż tak dobrze wyposażone, jak to nam się wydaje (prawdopodobnie śmiercionośne ostrza dodano później, dla wywołania większej grozy).
Film La vergine di Norymberga został przez Margheritiego nakręcony tuż po Danza macabra. Obydwa zostały zgłoszone do komisji cenzorskiej, ale że La vergine… dostał akceptację wcześniej, podczas gdy Danza macabra borykał się z problemami cenzorskimi, to najpierw skierowano do kin Dziewicę.
Akcja filmu toczy się w bawarskim zamczysku, w którym udostępniono dla zwiedzających dział muzealny z wystawą narzędzi tortur, a którego właścicielem jest Max Hunter, Amerykański biznesmen (w tej roli: Georges Riviere, czyli dziennikarz Alan Foster z Danza macabra). Co kilka miesięcy samotnie odwiedza on rodzinny zamek w interesach, ale tym razem postanowił przylecieć wraz z małżonką, piękną panią Mary (Rossana Podesta).
W czasie burzliwej nocy, tuż po wyczerpującej podróży, Mary budzi się i zaczyna snuć się po zamku w poszukiwaniu męża, który gdzieś przepadł, jak się wydaje. Zainteresowana dziwnym posągiem, otwiera go i znajduje wewnątrz przerażającą zawartość: zakrwawione ciało kobiety z licznymi ranami kłutymi i wyłupionymi oczami. Po takim wstrząsie trudno dojść do siebie wrażliwej kobiecie, a to jak się okaże dopiero początek całego ciągu koszmarnych wydarzeń. W dojściu do równowagi psychicznej nie pomaga jej ani widok niepokojącego służącego z twarzą pokrytą bliznami (Christopher Lee), ani niezbyt przychylnej i oschłej guwernantki, czy podejrzanego obcego mężczyzny węszącego wokół zamku.
Kolejnej nocy jest świadkiem porwania, uwięzienia i torturowania (za pomocą klatki z głodnym szczurem zapinanej na twarz) młodej kobiety, w czym zdaje się brać udział jej mąż wraz z bliznowatym asystentem.
Mąż wszystkiemu zaprzecza i prosi o kilka godzin cierpliwości, aby mógł zebrać się na odwagę i wszystko wyjaśnić. Mary ma w tym czasie wyjechać z zamku do hotelu i czekać tam na niego. Jednak, już z walizkami w ręku i gotowa do podróży, nie może otworzyć zamkniętych na amen drzwi, a to co ma miejsce później to istne inferno, hekatomba i apokalipsa w jednym.
Najważniejsze osoby przeżyją (prawdziwa miłość przezwycięży wszystkie przeciwności losu), a bezwzględnym złem okaże się tata esesman.
Film nawet dobrze się ogląda: ładne, kolorowe i klimatyczne zdjęcia, tajemnicze wydarzenia, przerażające momenty, efekty specjalne – wszystko to sprawia, że raczej się nie nudzimy.
Najdziwniejszym elementem fabuły jest wątek nazistowski. Zamachowiec na Hitlera, czyli ojciec Maxa Huntera, zostaje zmieniony fizycznie i psychicznie w efekcie przeprowadzonego eksperymentu przez nazistowskich lekarzy i grasuje po zamku wcielając się w legendarnego Mściciela (Giustiziere, Punishera) mordując młode i piękne kobiety (starych nie tyka).
Ciekawe jest umiejscowienie fabuły w czasach współczesnych (czyli 1960-tych), co podkreśla, bardzo sympatyczna zresztą, big-bandowa muzyka skomponowana przez Riza Ortolaniego.
Christopher Lee został tutaj obsadzony w roli drugoplanowej, stanowi raczej niepokojące (poprzez swój wygląd) tło dla wydarzeń.
Wiele źródeł (w tym portal filmowy imdb.com) podaje nazwisko Ernesto Gastaldiego jako współscenarzysty, pod pseudonimem „Gastad Green”. Jak podaje Roberto Curti (tłumaczenie tekstu zamieszczam poniżej) za wypowiedzią samego Gastaldiego, za tym pseudonimem kryje się kto inny, a mianowicie brat producenta Marco Vicariego: Renato Vicario. Gastaldi przyznaje, że omawiał z Margheritim szczegóły fabuły, jednak nie pisał scenariusza. Żeby było jeszcze prościej, to „Gastad Green” był jednym z pseudonimów używanych przez Gastaldiego.
Galeria filmu:

Poniżej: tłumaczenie omówienia filmu La vergine di Norimberga autorstwa Roberto Curtiego pochodzące z jego leksykonu „Italian Gothic Horror Films, 1957-1969”.
Pierwszy horror Antonio Margheritiego zrealizowany we Włoszech, The Virgin of Nuremberg, został w rzeczywistości nakręcony po filmie Castle of Blood, jak wyjaśnił sam Margheriti, dając wyobrażenie o gorączkowych dniach włoskiego kina gatunkowego w tamtych czasach. „Nakręciliśmy ten film, aby wykorzystać walory z produkcji Castle of Blood – szliśmy tą drogą, w kółko recyklingując”. Jednak pomimo tego, że film [Danza macabra] został zgłoszony do komisji cenzury kilka miesięcy wcześniej, The Virgin of Nuremberg został wydany niemal natychmiast, w połowie sierpnia 1963 roku, podczas gdy Castle of Blood musiał czekać do lutego 1964 roku.
Film może być również postrzegany jako łącznik pomiędzy włoskim horrorem gotyckim a współczesną literaturą popularną. Na początku XX wieku gotyk i fantastyka rozwijały się za pośrednictwem felietonów lub czasopism, takich jak La Domenica del Corriere. Podobną rolę, sześćdziesiąt lat później, odegrały tanie horrory, komiksy i fotonowele: jak np. Edizioni KKK i I Racconti di Dracula, a także podobne serie o tak jednoznacznych tytułach jak Terrore. Wydawane w kioskach w nakładzie od 20 000 do 25 000 egzemplarzy, z atrakcyjnymi i kuszącymi ilustracjami na okładkach, zawierały kiepsko napisane nowelki, które mieszały klisze horroru, gotyckie stereotypy, tanią erotykę i jeszcze tańsze dreszcze. Podszywając się pod włoskie tłumaczenia mało znanych brytyjskich, francuskich lub niemieckich autorów, książki te były w 100% wyprodukowanym we Włoszech produktem. „Oryginalne” angielskie tytuły, jak wskazywano na stronie tytułowej, były całkowicie zmyślone, a za legionem pseudonimów kryła się niewielka grupa płodnych włoskich pisarzy, często przypisywanych jedynie jako „tłumacze”.
Oparty na powieści La vergine di Norimberga autorstwa „Franka Bogarta” (czyli Maddaleny Gui), numer 23 serii KKK, The Virgin of Nuremberg, został wyprodukowany przez Marco Vicario – współzałożyciela G.E.I., firmy, która wydawała książki KKK, we współpracy ze swoim bratem Alfonso. Nic więc dziwnego, że główną rolę zagrała żona Vicario, czarująca Rossana Podestà. Z drugiej strony, obecność Christophera Lee, podczas jednej z jego licznych wizyt na włoskich planach filmowych tamtego okresu, dodała prestiżu całemu produktowi. Lee nie gra jednak złoczyńcy, lecz zostaje zdegradowany do roli drugoplanowej (czyli rozciągniętego w czasie cameo) jako pokryty bliznami i groźny – acz całkowicie nieszkodliwy – służący.
Pulpowe pochodzenie filmu tworzy kilka osobliwych cech, począwszy od jego współczesnego umocowania – coś, co włoski gotyk porzucił już po wczesnych niezręcznych próbach – co wykazuje bardziej bezpośredni związek ze współczesnością, począwszy od jego umiejscowienia w teraźniejszości. „Trudną rzeczą było rozpoczęcie jak klasyczny horror, a następnie przejście do teraźniejszości z bardziej współczesnym podejściem”, jak wspomina Margheriti w wywiadzie dla Petera Blumenstocka. Skoczna, żywa, jazzująca partytura Riza Ortolaniego jest idealnie w tonie: gorączkowy kontrabas, który podkreśla motyw z napisów początkowych, wywołałby uśmiech na twarzy Jessa Franco i jest zauważalnym odejściem od klasycznie zorientowanych gotyckich partytur z tamtego okresu.
W przeciwieństwie do tego, co zrobił z imponującym czarno-białym Castle of Blood, tym razem Margheriti zastosował krzykliwe kolory, dzięki swojemu operatorowi Riccardo Pallottiniemu: jest mnóstwo jaskrawych czerwieni, które wyskakują z ekranu, prawie tak, jakby film był w 3D, a efekt w wielu scenach jest taki, jak ożywiona ponura okładka powieści pulpowej. Jednak jeden moment – Podestà biegnąca w parku willi, gałęzie drzew pojawiające się przed nią jak szpony w blasku kolorowych świateł – jest praktycznie kopią podobnej sekwencji w The Horrible Dr. Hichcock Riccardo Fredy.
Ogólny efekt jest bardziej zabawny niż przerażający: swego rodzaju wystawa, która służy również jako oszustwo – im jaśniejsze kolory, tym bardziej przekonująca iluzja luksusu i przepychu. Pomimo pretensji filmu do gotyckiej wspaniałości, The Virgin of Nuremberg była produkcją pospieszną, nakręconą w zaledwie trzy tygodnie (wliczając w to zdjęcia efektów specjalnych). Dlatego też styl Margheritiego jest zdecydowanie pragmatyczny i oszczędny, a jego nawyk kręcenia scen kilkoma kamerami jest dobrze widoczny. Jak wyjaśnił reżyser, „oczywiście ogranicza to możliwości w zakresie ruchów kamery i kompozycji, ponieważ trzeba dopilnować, aby żadna kamera nie przeszkadzała innym, ale jest to dobry sposób na poradzenie sobie z bardzo skomplikowanymi scenami w zaledwie kilku ujęciach. Po tym, jak to zrobisz, potrzebujesz tylko kilku przerywników lub wypełniaczy, a całą resztę można zrobić w montażowni”.
Takie podejście daje niekiedy dynamiczne efekty, jak choćby w otwierającej film sekwencji, w której Rossana Podestà budzi się, wygląda przez okno sypialni, schodzi po schodach i w końcu wchodzi do sali tortur, gdzie wewnątrz tytułowego urządzenia odkrywa ciało martwej kobiety. Niekiedy jednak zabieg ten skutkuje pewną sztucznością: na przykład wszystkie sceny dialogowe między dwojgiem bohaterów są nieuchronnie kręcone za pomocą rutynowego ujęcia / odwrócenia ujęcia i często wydają się nudne i z góry przewidywalne.
Rzymski filmowiec nie rezygnuje jednak ze swoich ukochanych miniatur, czego niezwykle spektakularnym efektem jest nieobecna w książce scena, w której Georges Rivière zostaje uwięziony w zamkowych kryptach, które zakapturzony złoczyńca zalewa wodą z basenu, czy płonący zamkowy korytarz. Gdzie indziej miniatury Margheritiego mają bardziej praktyczny cel: ujęcia szczytów i wież zamku nad Renem, w którym rozgrywa się historia, należą do miniatury i są strategicznie wstawione między ujęcia rzymskiej willi, w której kręcono film.
Reżyser był raczej zadowolony z rezultatów: „Zmieniłem kilka rzeczy, próbowałem wstawić wątek wojenny, operację, aby nadać historii więcej sensu… […] Georges Rivière był raczej dobry, a film, przy całej swojej skromności, był całkiem przyzwoity i do przyjęcia….. Zawsze starałem się ocalić scenografię, efekty specjalne, dekoracje”.
Większa część historii to typowa gotycka opowieść skupiona na temacie kobiety w niebezpieczeństwie, w której pozbyto się nadprzyrodzonych elementów na rzecz zdecydowanie bardziej ziemskiego zagrożenia. Co ciekawe, szalony potwór (Mirko Valentin), który zamieszkuje rodzinny zamek, porywając i torturując wszystkie nieszczęsne kobiety, które znalazły się w zasięgu jego rąk, okazuje się być byłym generałem SS, który brał udział w nieudanym spisku mającym na celu zabicie Der Führera, a za karę był torturowany i przekształcony przez chirurgów Hitlera w żywą czaszkę (echa Czerwonej Czaszki w Kapitanie Ameryka).
Pomysł na fabułę związaną z nazistami można znaleźć również w takich horrorach z tamtego okresu, jak The Flesh Eaters (1964, Jack Curtis) i The Frozen Dead (1966, Herbert J. Leder), a później w fascynującej przypowieści obyczajowej Jeana Brismée The Devil’s Nightmare (La Plus longue nuit du diable, 1971). Jednak Margheriti wyprzedza o całą dekadę okrucieństwa nazistowskiego cyklu erotycznego sceną retrospekcji operacji (w czerni i bieli, aby zmniejszyć jej krwawy wydźwięk), a wyniki są zdecydowanie makabryczne jak na tamte czasy.
Nieokiełznany sadyzm kilku scen nadal robi wrażenie, począwszy od prologu, w którym Rossana Podestà odkrywa martwą kobietę wewnątrz „Dziewicy norymberskiej”, z wydłubanymi gałkami ocznymi; później oprawca przykłada klatkę zawierającą szczura do twarzy ofiary, a gryzoń zaczyna zjadać ciało nieszczęsnej kobiety – scena dosłownie zaczerpnięta z książki. Scenariusz pomija jednak najbardziej ekstremalne fragmenty powieści, które są godne raczej dzisiejszych filmów torture porn: W jednym z groteskowych momentów książki szaleniec odcina kobiecie „nerw na wysokości pierwszego kręgu grzbietowego”, po czym wyrywa prawie wszystkie kości z jej ciała, pozostawiając jedynie klatkę piersiową i część kręgosłupa, redukując biedną ofiarę do bezkształtnego worka na mięso – przesadny moment, który nie byłby nie na miejscu w Martyrs (2008, Pascal Laugier) lub The Human Centipede (2010, Tom Six).
Jeśli chodzi o scenariusz, Ernesto Gastaldi zaprzeczył, jakoby był „Gastadem Greenem” przypisywanym jako scenarzysta wraz z Margheritim i Edmundem Greville’em, mimo że wiele książek i stron internetowych (w tym IMDb) twierdzi inaczej. „’Gastad Green’ to nie byłem ja, o ile mi wiadomo. Tak jak producenci często robili z hiszpańskimi koprodukcjami, w których musieli umieszczać hiszpańskie nazwiska w filmie, mimo że w rzeczywistości nie byli zaangażowani, mogło się zdarzyć, że potrzebowali włoskiego nazwiska, i albo mój przyjaciel Antonio Margheriti, albo producent powiedział: „Cóż, użyjmy Gastaldiego!””, jak wyjaśnił sam pisarz. „Jednak wracając do filmu, miałem niejasne wspomnienie zakończenia, więc odniosłem wrażenie, że albo rozmawiałem z Margheritim o filmie, albo w jakiś sposób go nadzorowałem. Jednak dialogi i reszta nie są moje”. Według oficjalnych dokumentów filmu, człowiekiem kryjącym się za pseudonimem „Gastad Green” był w rzeczywistości Renato Vicario, brat producenta.
Mimo całej swojej brutalności, The Virgin of Nuremberg nie jest pozbawiona mile widzianej ironii. Na papierze finałowa scena brzmi przejmująco: sługa grany przez Christophera Lee rzuca się w płomienie, by ratować swojego starego pana i kończy pochowany wraz z nim pod ruinami zamku. Jednak w momencie ostatecznego pojednania, gdy były nazista, którego twarz została zredukowana do przerażającej czaszki, rozpoznaje swojego wiernego pomocnika Ericha, pokryty bliznami sługa zostaje podsumowany przez umierającego potwora bezcenną linijką: „Co się stało z twoją twarzą?”.
Film został wydany w USA jako Horror Castle, z niezbyt entuzjastycznymi recenzjami. Późniejsze amerykańskie wydania wideo VHS przywróciły wierniejsze tłumaczenie oryginalnego tytułu. Z kolei w niemieckiej wersji pominięto retrospekcje wojenne, a nawet zmieniono typowe niemieckie imiona, takie jak Erich i Trude, aby zamaskować niemiecką scenerię.
Film La vergine di Norimberga jak do tej pory został wydany wyłącznie w wersji DVD: wciąż czekamy na jego wersję blurayową.


Wydanie, którym dysponuję pochodzi z dystrybucji Sinister Films. Obraz na potrzeby tego wydania został odrestaurowany, jednak do pełnej satysfakcji z oglądania wciąż sporo brakuje. Ścieżka audio jest włoskojęzyczna. Napisy polskie opracowałem na podstawie angielskich znalezionych w sieci (to wydanie nie zawiera napisów), korygując ich tłumaczenie zgodnie z włoskim dubbingiem.
Na dysku znalazł się także włoski trailer oraz dokument z wypowiedziami Antonio Margheritiego (tylko audio), Ernesto Gastaldiego i krytyka Fabio Melellego. Niestety wywiady nie mają angielskich napisów, jest tylko oryginalne włoskie audio, dlatego nie zdecydowałem się na jego przedstawienie tutaj – czekam na wydanie, w którym ten materiał (lub podobny) znajdzie się w wersji „english-friendly”.
Poniżej zamieszczam wspomniany trailer filmu.
Zamierzałem także umieścić na kanale YT soundtrack Riza Ortolaniego, ale niestety jest on blokowany przez korporację.
043-AM-LVdN-IT-sPL