[#027] Sfida al diavolo (1963) [Katarsis]

Dzisiaj kolejny gotycki horror, który jest filmem dość dziwnym, zaznaczam, o czym piszę dalej. Jego tytuł brzmi Sfida al diavolo, a wyreżyserował go Giuseppe Veggezzi.

Sfida al diavolo (Katarsis AKA Challenge the Devil) (1963) – dane o filmie

Kontynuując przegląd włoskiego gotyku z lat 1960-tych zajrzałem do pudełka wydanego przez Severin Films The Eurocrypt of Christopher Lee, w którym znalazłem trzy filmy zaliczane do tego nurtu.
Dzisiaj omawiam pierwszy z nich – dwa pozostałe przedstawię w kolejnych wpisach.

Uwaga: spojlery!
Poniższy opis filmu łącznie z galerią zdjęć zdradza szczegóły fabuły i zakończenie.

Omawiany dziś film, jako produkt, ma dość skomplikowaną historię. Jego pierwotna, reżyserska wersja nosiła tytuł Katarsis, natomiast po pokazach przedpremierowych w 1963 roku, gdy okazało się, że film jest słabo przyjmowany przez widzów, został on przejęty przez producentów i po modyfikacji scenariusza, dokrętkach oraz przemontowaniu został wypuszczony jako Sfida al diavolo w roku 1965. Film w tej wersji prezentował nieco inną opowieść narracyjną, wprowadził nowe postaci, a pierwotna „wersja reżyserska” stanowi retrospekcję jednego z bohaterów. Ta właśnie producencka wersja filmu, czyli Sfida al diavolo znalazła się w wydaniu Severin Films – trwa ona 79 minut, oryginalny Katarsis trwał 87 minut.

Nie wdając się w szczegóły film opowiada o szóstce wyrzutków, chuliganów, czy jak ich tam nazwać, którzy na koniec dnia po męczących „przygodach” trafiają na zamek, w którym zastają dziwną postać starca. Opowiada on im historię swej miłości i o tym jak zaprzedał duszę diabłu, aby zachować piękno ukochanej kobiety. Niestety, diabeł zakpił sobie z niego, starzec słyszy tylko głos swej miłości życia i pragnie zerwać umowę z diabłem. Prosi młodych o pomoc w znalezieniu ciała kobiety, ukrytego gdzieś w zamku, aby ją pogrzebać w ziemi, co jest warunkiem zerwania paktu. Dalsza część filmu to poszukiwania prowadzone przez grupę, która napotyka na coraz to nowe trudności. Wszystko w efekcie prowadzi do ich przemiany – wracają do swego świata, będąc już zupełnie innymi ludźmi (tytułowe „katharsis”).

Więcej informacji o filmie przytaczam poniżej.
Roberto Curti zarówno na piśmie, jak i w materiale wideo przedstawia dokładnie analizę filmu oraz informacje o twórcach.
Ja ze swej strony muszę stwierdzić, że film jest dość dziwny w odbiorze – nie jest filmem łatwym. Chwilami ma się wrażenie, że oglądamy realizację zadań aktorskich powierzonych grupie młodych aktorów z eksperymentalnego teatru, a nie film fabularny. Dialogów jest tutaj niewiele, większość filmu (czyli ta wersja reżyserska) to retrospekcja, której towarzyszy głos narratora (jednego z członków grupy wyrzutków) zza planu, opowiadającego o zdarzeniach, które doprowadziły do jego wewnętrznej przemiany.

Jednym z aktorów tu występujących jest George Ardisson, który w momencie premiery filmu był już znany z dwóch filmów Bavy (Hercules in the Haunted World i Erik the Conqueror), filmu Zorro Luigiego Capuano oraz kilku innych. Dalej jego kariera aktorska kwitła – był znany i lubiany z wielu filmów gatunkowych. Tutaj jednak raczej nie pokazał zbyt wiele kunsztu; głównie śmiał się głośno, a raz miał wybuch szaleństwa i wył.
Christopher Lee ma tutaj niewiele do zagrania, pojawia się na krótko na zasadzie guest star.

We fragmencie dancingowo-rewiowym mamy m.in. występ piosenkarki, niejakiej Soni, z ówczesnym przebojem „Ti hanno visto” oraz istne kuriozum: występ „międzynarodowej gwiazdy” Almy Del Rio (obejrzyjcie go w filmie i posłuchajcie o „gwieździe” w materiale wideo).

Reżyser Giuseppe Veggezzi zrealizował w swoim życiu tylko ten jeden film. Jako niezależna finansowo osoba o artystycznej duszy marzył o robieniu filmów, jednak wszystkie te perturbacje związane z Katarsis (jeszcze raz odsyłam do wywiadu z Roberto Curtim) skutecznie go wyleczyły z chęci bycia reżyserem filmowym.


Galeria filmu:

Poniżej cytuję notkę o filmie z książki Roberto Curtiego Italian Gothic Horror Films, 1957-1969.

Pierwszy i jedyny film wyreżyserowany przez urodzonego w Piacenzy filmowca Giuseppe Veggezziego – lub Vegezziego, jak (błędnie?) napisano w kilku oficjalnych dokumentach: z włoskimi biurokratami nigdy nie wiadomo – Katarsis był jednym z najbardziej tajemniczych owoców w sezonie włoskiego gotyku. Nakręcony wiosną 1963 roku w jednej z najczęściej wykorzystywanych lokalizacji – zamku Odescalchi w Bracciano – z budżetem wynoszącym zaledwie 46 milionów lirów (harmonogram zdjęć wspomina również o podtytule L’orgia [Orgia]), film Veggezziego skorzystał na udziale Christophera Lee, jako jedynego aktora o znanym nazwisku w obsadzie złożonej z samych niewiadomych (choć młody odtwórca głównej roli, Giorgio Ardisson, zdobędzie później skromną sławę jako jeden z włoskich sobowtórów Jamesa Bonda), w samym środku jego napiętego włoskiego grafiku z 1963 roku.

Brytyjczyk był na planie tylko przez tydzień, tuż przed zagraniem w filmie Mario Bavy The Whip and the Body. Lee nigdy nie widział dzienników ani gotowego produktu, co może wyjaśniać mylący sposób, w jaki pisze o filmie Veggezziego w swojej autobiografii.
Katarsis był bardzo trudny do zrozumienia dla osób zaangażowanych. Wydawało się, że chodzi o wyrzutków, którzy zastają starca na zamku, który zamienia się w diabła i porywa ich, ale nikt nie był tego pewien. W rezultacie powstały dwa filmy, a jego kontynuacją był Faust ’63. Byłem Faustem w pierwszym i Mefistofelesem w drugim co musiało dezorientować widzów mających siłę obejrzeć obydwa.”
Tak naprawdę to, o czym wspomina Lee, nigdy nie miało miejsca. Nie było kontynuacji Katarsis, nie było też Fausta ’63. To, co wydarzyło się zamiast tego, było typowe dla dynamiki produkcji rozwijającego się kina gatunkowego, które stawało się coraz bardziej gorączkowe, chaotyczne, przesadne.
Po prostu Katarsis uzyskał wizę ministerstwa w sierpniu 1963 roku, ale wkrótce potem firma produkcyjna „I Film della Mangusta” zbankrutowała. Katarsis został następnie kupiony przez inne stowarzyszenie, „Eco Film”, które przystąpiło do ponownego montażu filmu, dodając nowe ujęcia, i rozpowszechniło go ponownie w 1965 roku pod tytułem Sfida al diavolo.
Nowa wersja była o dziewięć minut krótsza od poprzedniej (78 minut w porównaniu do 87 minut), a według Ministerstwa Widowisk, które rozpatrywało ponowny wniosek o uzyskanie statusu filmu włoskiego (i, co za tym idzie, kwoty przyznawanej wszystkim filmom oficjalnie oznaczonym jako „włoskie”, zgodnie z ustawą Corona z 1965 r.), „biorąc pod uwagę nieistotność zmian, sam film nie może być uznawany za inny niż ten autoryzowany dla publiczności w 1963 r. pod tytułem Katarsis„. Niestety, oryginalna wersja filmu najwyraźniej zaginęła.

Dodatkowy materiał filmowy zawierał niechlujną fabułę, którą można z grubsza opisać jako „apostolski film noir”. Podczas gdy oryginalny Katarsis koncentrował się na grupie młodych wyrodków z wyższych sfer, którzy spędzili noc w nawiedzonym zamku, w Sfida al diavolo mnich o imieniu Peo (Piero Vida) udaje się do podejrzanego klubu nocnego, aby odzyskać obciążające dokumenty i uratować przyjaciela, który schronił się w jego klasztorze, aby ukryć się przed gangsterem z Bejrutu. Tam Peo spotyka tancerkę (Alma Del Rio) i aby przekonać ją do oddania mu dokumentów, opowiada przypowieść w stylu Fausta, która była pierwotnym rdzeniem filmu: okazuje się, że Peo był jednym z wyrzutków, którego tak dotknęło to doświadczenie, że został mnichem (!).

Wspomniane dodatki obejmują celulityczny taniec Del Rio – który pasowałby do jakiegoś erotycznego „dokumentu” z epoki – oraz jeden z najbardziej niezręcznych przypadków lokowania produktu w historii włoskiego kina: ojciec gwardian, który wita rannego i ściganego gangstera w klasztorze, podaje mu drinka z butelki, która nie ma widocznej etykiety, mówiąc: „Nie zwracaj uwagi na butelkę: to prawdziwa brandy 'Stock ’84’. Powiedziano mi, żebym kupił tańszą, ale ponieważ sam ją piję, nie dbam o cenę”.
Ta kwestia była również przedmiotem skarg ze strony Ministerstwa Widowisk, kiedy Sfida al diavolo został ponownie przedstawiony cenzorom, jak wynika z listu z października 1965 roku, w którym producent twierdzi, że etykieta „Brendy”[sic] została usunięta z dialogu – do czego najwyraźniej nie doszło. Na koniec warto zaznaczyć, że ojciec gwardian we wspomnianej scenie jest grany przez Ulderico Sciarrettę, kierownika produkcji „ECO Film”, który przejął bankrutujący „I Film della Mangusta”.

Podobnie jak wcześniejsze przykłady włoskiego horroru gotyckiego, Katarsis został osadzony we współczesnych Włoszech, z dziwnymi rezultatami. Obrzydliwi młodzi wałkonie, którzy bawią się goniąc przejeżdżające samochody i pijąc whisky prosto z butelki, są burżuazyjną wariacją na temat dzieciaków-uliczników Pasoliniego („Byliśmy jak zwierzęta: lubiliśmy smak krwi i niekontrolowaną przemoc”, jak wspomina głos Peo), a ich dzika jazda samochodem na początku filmu przypomina początkowe sekwencje kontrowersyjnej adaptacji Pasoliniego Violent Life. Z drugiej strony, nocna orgia w nawiedzonym zamku podejrzanie przypomina ubogą wersję bachanaliów w willi na morzu pokazanej w La Dolce Vita.
Jednak ton – tym bardziej w Sfida al diavolo– jest zdecydowanie moralny, a raczej moralizatorski. Orgia zamienia się w ścieżkę oczyszczenia, której towarzyszy pedantyczny głos Peo, a postać łobuza, który został zakonnikiem, staje się mimowolnie komicznym odwróceniem tytułowego diabelskiego mnicha ze słynnej gotyckiej powieści Matthew Lewisa [„Mnich”]. Z drugiej strony film nawiązuje – dość myląco, jak zauważył zakłopotany komisarz Ministerstwa Widowisk, który dał projektowi zielone światło – do niemieckiego romantyzmu, z faustowskim paktem osadzonym w teraźniejszości.

Obecność Lee na ekranie jest minimalna, mimo że gra on podwójną rolę (starca w zamku i faceta w samochodzie, którego chuligani spychają z drogi), a jego gra jest, co zrozumiałe, na autopilocie. Co więcej, mówiąc wprost, reżyseria Veggezziego waha się między naiwnością a grozą, z wyjątkiem kilku dzikich, surrealistycznych momentów, takich jak scena, w której młodzi rozbierają panią zamku (Adriana Ambesi) wewnątrz zegara dziadka – moment godny Jeana Rollina. Bohaterowie spędzają pozornie nieskończoną ilość czasu – co najmniej dwadzieścia minut w Sfida al diavolo, być może nawet więcej w oryginalnej wersji – wędrując przez ciemne pokoje, które prowadzą donikąd, niekończące się spiralne schody, a nawet labirynt z przezroczystego szkła, które przypominają labirynty w wesołym miasteczku. Jest to tylko sposób na wypełnienie cienkiej historii do akceptowalnego czasu trwania, ale ujawnia sposób pojmowania fantastyki nie jako źródła szoku, ale jako otchłani, w której czas i przestrzeń zacierają się i w której można unosić się w nieskończoność: niepokój i strach wynikają z utraty współrzędnych przestrzennych i odkrywania (zawsze niejednoznacznego) nowych, zastępujących poprzednie.

Przy całej swojej niezgrabności film Veggezziego nie był pozbawiony ambicji: podstawowa historia była pretekstem dla nieporadnej siatki symboli, która miała podkreślić podstawową fabułę. Według słów samego reżysera, szóstka rozrabiaków reprezentuje teraźniejszość, zamek to podświadomość, w której ma miejsce „kryzys sumienia, który doprowadza szóstkę do katharsis”, a postać Lee uosabia „życie wewnętrzne, pełne rozpaczy i przekształcone w ascetyczny fanatyzm”. Im mniej słów…


Jak wspomniałem na początku wpisu film Sfida al diavolo został wydany na blurayu przez Severin Films.
Zawiera włoskojęzyczną ścieżkę audio oraz napisy angielskie, które przetłumaczyłem na język polski.

Z materiałów dodatkowych wybrałem wywiad z Roberto Curtim, który szczegółowo opowiada historię powstania filmu i perturbacji z nim związanych. Przedstawia też sylwetkę reżysera Giuseppe Veggezziego.
Drugi materiał to wywiad z Giorgio Ardissonem. Jest to montaż dwóch wywiadów z nim przeprowadzonych, w roku 2009 i 2014 (czyli w roku jego śmierci) – aktor miał wtedy odpowiednio: 78 i 83 lata. Opowiada w nim o swojej karierze, życiu i o swojej walce z chorobą (rakiem); widać, jak na przestrzeni 5 lat, wskutek choroby, aktor niezwykle się postarzał, ale mimo to nie stracił poczucia humoru i pozostał dobrym i serdecznym człowiekiem.

027-GV-SaD-IT-sPL-S

Otagowano , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *