[#038] La notte che Evelyn uscì dalla tomba (1971) [The Night Evelyn Came Out of the Grave]

Dzisiaj omawiam film, którego nie było w bieżących planach blogowych. Przyszedł jednak do mnie nocą i dał znać, że chce zagościć na Giallopedii właśnie teraz. Nie miałem więc wyjścia i dlatego dziś oglądamy „Noc, kiedy Evelyn wyszła z grobu” w reżyserii Emilio Miraglii z 1971 roku.

La notte che Evelyn uscì dalla tomba (1971) [The Night Evelyn Came Out of the Grave] – strona informacyjna filmu

Uwaga: spojlery!
Poniższy opis filmu łącznie z galerią zdjęć zdradza szczegóły fabuły i zakończenie.

Rzeczywiście dzisiaj miałem zamiar omówić zupełnie inny film, jednak podsumowując kilka ostatnich wpisów poczułem pewien niedosyt patrząc na pudełko zatytułowane Killer Dames:

Dwa filmy Emilio Miraglii, z których jeden obejrzeliśmy wcześniej: „La dama rossa…” (TUTAJ), ale w zasadzie szkoda mi było zostawiać na nie-wiadomo-kiedy ten drugi, tzn. „Evelyn…” – miałem go po prostu ochotę z Wami dzisiaj obejrzeć.

La notte che Evelyn uscì dalla tomba (czyli The Night Evelyn Came Out of the Grave) to pierwszy z dwóch wyreżyserowanych przez Emilio Miraglię giallo-horrorów (zaraz po nim zrobił La dama rossa uccide sette volte). Polskiego tytułu dla tego filmu nie znajdziemy na rodzimym filmwebie, natomiast portal imdb.com podaje właśnie taki polski odpowiednik: „Noc, kiedy Evelyn wyszła z grobu” (prawdopodobnie oficjalny tytuł nie jest zatwierdzony, ale funkcjonuje w nieformalnym obiegu medialnym).

Akcja filmu toczy się w pięknym stylowym zamku (włoska lokacja „udająca” angielskie zamczysko) zamieszkiwanym przez bogatego Lorda Cunninghama. Ma on jednak pewną przypadłość (lord, nie zamek), a mianowicie prześladuje go wizja ukochanej, a nieżyjącej już, rudowłosej Evelyn, która dopuściła się haniebnej zdrady w przyzamkowym parku. Lord ma powtarzające się wizje Evelyn biegnącej na golasa do swego kochanka, który czeka na nią (także na golasa) pośród parkowego drzewostanu i razem oddają się uciechom w nieprzytomnej ekstazie.
Ten wstrząs doprowadził Lorda do choroby i musiał spędzić trochę czasu u swojego przyjaciela – lekarza prowadzącego zamknięty zakład psychiatryczny. Uznany w końcu za wyleczonego żyje swoim (podwójnym) życiem, za dnia będąc statecznym Lordem, a nocami udając się na polowania, obierając sobie na cel piękne rudowłose prostytutki, które przebiera w wysokie buty (i nic więcej), a następnie biczuje i… sprawia żeby zniknęły, z jego życia i z tego świata.
W końcu jednak Lord natrafia na tę, która go usidla swoim urokiem i doprowadza do małżeństwa. To, co się później dzieje to po prostu jeden wielki horror (tak, jakby wcześniej była sielanka). Eskalacja przemocy (i seksu, a jakże) doprowadza do tragicznego i niespodziewanego finału. Finału, który żeby było dziwniej rozgrywa się nie w zamku, ale w rezydencji, której ściany i podłogi całkowicie wyłożone są białą glazurą, co sprawia wrażenie, że wszyscy siedzą w łazience (opowiada o tym w materiale wideo Lorenzo Baraldi, scenograf).

W filmie Miraglii znajdziemy zarówno elementy typowe dla giallo: zamaskowany morderca dokonujący seryjnych zabójstw, niespodziewany finałowy twist fabularny; jak i dla horroru: duchy, wizje, seans spirytystyczny, ożywające trupy.
Niewątpliwą zaletą są ładne zdjęcia zamku i jego okolicy: zabawną anegdotę o zamczysku przytacza zarówno Lorenzo Baraldi, jak i Erika Blanc (polecam wideo-wywiady). Piękne panie i sporo golizny oraz seksu także są nie bez znaczenia dla atrakcyjności tego filmu.
Bruno Nicolai spisał się, jak zwykle, znakomicie i skomponował wspaniały soundtrack, w którym usłyszeć możemy także głos Eddy Dell’Orso.

Pośród aktorów odnajdziemy znane z włoskiego kina gatunkowego twarze: Anthony Steffen w roli Lorda, Marina Malfatti, jego żona, Erika Blanc, której przedstawiać nie trzeba, ale także np. Giacomo Rossi Stuart, Roberto Maldera, czy niezawodny Umberto Raho.

Pozwólcie, że teraz do obejrzenia filmu zaprosi Was Erika Blanc, a dalej znajdziecie galerię zdjęć (nie oglądajcie jej, jeśli nie znacie filmu!) oraz dwa teksty z dwóch różnych książek.

Galeria filmu:

A co na temat filmu znajdziemy w dostępnej literaturze?
Zajrzyjmy najpierw do tekstu Roberto Curtiego Italian Gothic Horror Films, 1970-1979:

Nawet jeśli zawdzięcza część swojej sławy wśród amerykańskich fanów kina nieprzychylnej wzmiance („Jeden importowany włoski indyk”) w eseju Stephena Kinga na temat gatunku horroru, Danse Macabre, La notte che Evelyn uscì dalla tomba jest jednak interesującym – choć nie do końca udanym – przykładem hybrydy między gotykiem a wschodzącym giallo w stylu Argento.

Scenarzyści Massimo Felisatti i Fabio Pittorru byli, wraz z przyszłym reżyserem Florestano Vancinim, jednymi z czołowych postaci życia kulturalnego miasta Ferrara w latach 1950-tych: ich zaangażowanie polityczne zaowocowało współpracą z lokalnymi lewicowymi gazetami i czasopismami oraz, w przypadku Pittorru, nakręceniem filmu dokumentalnego (Uomini contro il Po) o przerażającej powodzi rzeki Pad, który został negatywnie przyjęty przez radę cenzorów. W latach 1960-tych obaj pisarze przenieśli się do Rzymu i rozpoczęli współpracę: ich dorobek obejmował nie tylko sporą liczbę scenariuszy, ale także serię interesujących miniseriali telewizyjnych Qui squadra mobile oraz kilka powieści kryminalnych o ciężkim wydźwięku społecznym i politycznym, takich jak „Violenza a Roma” (1974) i „La madama” (1975), które zostały zaadaptowane na duży ekran, choć z dyskusyjnymi rezultatami.

La notte che Evelyn uscì dalla tomba był drugim scenariuszem giallo Felisattiego i Pittorru po znakomitym Concerto per pistola solista (1970, Michele Lupo), zabawnym spojrzeniem – z opowiadania Sergio Donatiego – na typową angielską zagadkę morderstwa, ze sprytnymi odniesieniami do klasycznej powieści Leo Bruce’a Case for Three Detectives (Gastone Moschin zagrał niezdarnego wiejskiego gliniarza wzorowanego na sierżancie Beefie).
W La notte che Evelyn uscì dalla tomba duet poszedł dalej tym samym torem i stworzył pastisz klasycznych motywów tajemnicy i elementów gotyckich, tym razem obficie nasyconych modnymi wówczas składnikami – zabójcą w czarnej rękawiczce i dużą dawką seksu.

Ogólnie rzecz biorąc, wynik nie jest do końca niezapomniany, ale przyjemny. Skojarzenia z Argento są zresztą bardzo cienkie, bo film sprawdza się przede wszystkim jako kryminał w starym stylu, obracający się wokół typowego schematu „doprowadzić kogoś do szaleństwa”, a zgodnie z duchem czasu „damulka w opałach” okazuje się nie do końca niewinna, na jaką wygląda. Liczne nawiązania do gotyku (zamek, krypta, seans, mściwy duch przywołany przez portret nawiedzający głównego bohatera) doprawione są ukłonami w stronę Edgara Allana Poe (rude włosy Evelyn przywodzą na myśl Berenice), Hitchcocka (przede wszystkim Rebecca i Zawrót głowy, nie wspominając o dziesiątej wodzie po kisielu zaczerpniętej z Podejrzenia) oraz sprytnej mieszanki psychologicznego gotyku i gatunku mystery.
Historia jest pełna dziur fabularnych, ale Felisatti i Pittorru wymyślili nie mniej niż trzy kolejne zakończenia z rzędu: pierwszy punkt kulminacyjny ujawnia ewidentnie fałszywą nadprzyrodzoną intrygę; drugi i najlepszy to cyniczne żądło w ogonie, gdy wspólnicy zwracają się przeciwko sobie jak postacie z filmu Mario Bavy; trzeci i ostatni to zwyczajowe i raczej zdawkowe szczęśliwe zakończenie.

Wszystko to płynnie łączy się z estetyką glamour tamtego okresu, wraz z designerskimi przedmiotami i oszałamiającymi kostiumami: zamek lorda Cunninghama jest prawdziwą radością dla oczu, z jego XVII-wiecznymi freskami i ponurymi lochami ocierającymi się o telewizory i białe skórzane meble, ale najlepszym wizualnym żartem filmu jest pięć platynowoblondwłosych pokojówek, które mówią unisono i wyglądają jak żywcem wzięte z telewizyjnego programu baletowego. Dodajmy do tego ewidentnie włoską scenerię (zamek Cunninghama to wenecka willa) udającą brytyjską, ze wszystkimi wynikającymi z tego nieścisłościami, takimi jak siedzenia kierowcy po lewej stronie auta, a w rezultacie otrzymamy fałszywy gotyk dla znudzonych widzów z lat 70-tych, nieco łobuzerski w swoim pokazie luksusu i bogactwa (patrz przyjęcie dla wyższych sfer, w którym uczestniczą Cunningham i jego kuzyn, z homarami i szampanem w pełnym wyborze), który bawi się gatunkowymi mechanizmami w odpowiednio prześmiewczy sposób.

Być może trzeba by lepszego filmowca, aby ta chwiejna mikstura zadziałała. Reżyser Emilio Miraglia – były asystent Luciano Salce i Carlo Lizzaniego, a wcześniej twórca kilku niezłych filmów gangsterskich z Henrym Silvą w roli głównej, Assassination (1967) i Quella carogna dell’ispettore Sterling (1968) oraz thrillera A qualsiasi prezzo (1968) z Klausem Kinskim w roli głównej – wykonuje raczej przeciętną robotę. Styl charakteryzuje się zwyczajową nadwyżką zbliżeń i dziwnymi sztuczkami wizualnymi („zamglony” punkt widzenia Steffena w scenie początkowej jest jednak zdecydowanie niezręczny); ale Miraglia nie oddaje w pełni oczekiwanej gotyckiej atmosfery. Mimo to, zdjęcia Gastone Di Giovanniego i zachwycająca ścieżka dźwiękowa Bruno Nicolai – z tematami zaczerpniętymi z jego pracy dla Eugenie … The Story of Her Journey Into Perversion Jessa Franco – nadają filmowi intensywnego tonu.

W obsadzie znaleźli się aktorzy znani fanom włoskiego kina gatunkowego: ikona Euro-Westernu Anthony Steffen (drewniany jak zawsze ze swoim krótkowzrocznym spojrzeniem i niezmiennym wyrazem twarzy), Giacomo Rossi Stuart, Roberto Maldera (który nie ma tu nic do roboty poza groźnym wyglądem) i Enzo Tarascio (wymieniony w napisach jako „Rod Murdock”), bez wątpienia najlepszy aktor w filmie. Ich żeńskie odpowiedniki kradną show: uderzająca swym wyglądem Marina Malfatti pokazuje wiele zapierających dech w piersiach negliży i ma kilka ryzykownych scen miłosnych, podczas gdy Erika Blanc robi krótkie, ale naprawdę niezapomniane objawienie, najpierw wykonując występ w nocnym klubie, który dobrze sprawdziłby się w filmie Jessa Franco, a następnie uciekając przed groźną postacią Steffena, mając na sobie tylko majtki i wysokie skórzane buty.
Ze względu na nacisk na erotykę w filmie, komisja cenzury zażądała szeregu cięć dotyczących retrospekcji z Evelyn i jej kochankiem – sceny podobnej do prologu w Un bianco vestito per Marialé (1972) Romano Scavoliniego – a także scen miłosnych Alana z żoną. La notte che Evelyn uscì dalla tomba ostatecznie otrzymał ocenę V.M.18, motywowaną również „przerażającymi, krwawymi i okropnymi scenami”, takimi jak krwawa śmierć postaci ciotki Agathy, która zostaje zjedzona przez lisy, które rozrywają jej jelita.

Film odniósł spory sukces we Włoszech, a nawet był dystrybuowany za granicą jako The Night Evelyn Came Out of the Grave, zdobywając sławę w amerykańskim obiegu grindhouse w latach 70. dzięki takim sztuczkom, jak teatry serwujące „Bloodcorn” (popcorn barwiony na czerwono) zamiast zwykłego popcornu, jak z rozbawieniem wspominał King. Krążyło kilka wersji, często mocno pociętych i przerobionych, w tym jedna pokazywana późnymi wieczorami w telewizji pod tytułem Evelyn Raises the Dead.
Miraglia i Pittorru ponownie połączyli siły w następnym roku przy innej hybrydzie gotyku i kryminału, La dama rossa uccide sette volte.

Troy Howarth w swoim So Deadly, So Perverse tak pisze o filmie The Night Evelyn Came Out of the Grave:

Jest prawdopodobne, że jeśli jesteś amerykańskim entuzjastą giallo w pewnym wieku, to The Night Evelyn Came Out of the Grave był twoją pierwszą stycznością z tym gatunkiem. Był to jeden z wielu włoskich importów, które regularnie pojawiały się w późnych godzinach nocnych w telewizji w latach 1980-tych, niezmiennie w okropnie przekadrowanych i zeskanowanych kopiach, które pomijały wszystkie „dobre momenty”. Mimo to, dzięki lirycznej ścieżce dźwiękowej Bruno Nicolai i ogólnej atmosferze dziwności, wywarł na wielu z nas głębokie wrażenie na długo przed tym, zanim zdaliśmy sobie sprawę z tego, co oglądamy.
Niestety, z korzyścią dla większej ekspozycji na gatunek jako całość, kwiat nieuchronnie opadł z róży. Pomimo kilku imponujących sekwencji i dziwnego, uderzającego obrazu, jest to dość nudny i powolny romans. Reżyser Emilio P. Miraglia wykorzystuje wszystkie klisze gotyckiego horroru i usilnie stara się zaskakiwać z korzyścią dla docelowej publiczności giallo, ale jest to dość przewidywalny film, gdy wszystko jest powiedziane i zrobione.

Podobnie jak wiele włoskich thrillerów z tamtej epoki, próbuje zrekompensować logikę pławiąc się w dziwności. Rozdwojenie osobowości głównego bohatera nigdy nie zostaje w satysfakcjonujący sposób rozwiązane, a co gorsza, po pewnym czasie zdaje się być zupełnie zapomniane. Główny zwrot akcji jest zapowiadany z daleka, co podcina prawdziwe poczucie zaskoczenia. Kładąc tak duży nacisk na postać Alana, można by mieć nadzieję, że wyłoni się on jako bohater, któremu warto kibicować. Niestety, tak się nie stało. Jest nie tylko zbyt pobieżnie zbudowany, by można było w niego uwierzyć, ale też po prostu nudny. Jest niczym więcej niż porywczym mokrym kocurem, który dokonuje jednego złego wyboru za drugim; nie jest to idealny bohater dla niedoszłego thrillera psychologicznego.

Reżyseria Miraglii jest pomieszana. Od czasu do czasu pokazuje odrobinę talentu, czy to podczas pamiętnego striptizu Eriki Blanc, w którym wyłania się ona z trumny, czy też podczas kilku scen przemocy. Ale przez większość czasu zadowala się jedynie zablokowaniem kamery i obserwowaniem akcji w konwencjonalny sposób.
Przerażająca sceneria zamku wydawałaby się obiecywać mnóstwo atmosfery, ale oświetlenie Gastone Di Giovanniego jest zbyt jasne, aby stworzyć wiele na drodze do zagrożenia. Istnieją pewne próby, tu i ówdzie, stworzenia efektów świetlnych w stylu Mario Bavy, ale użycie kolorów jest niezdarne i brakuje mu dobrego smaku, który wniósłby do niego filmowiec o jego talentach.

Sprawy nie ułatwia monotonna główna rola Anthony’ego Steffena. Urodzony w 1929 roku w Rzymie Antonio Luiz De Teffe, w latach 50. zaczął występować w filmach pod własnym nazwiskiem. Na początku lat 60. zaczął przyjmować pseudonim Anthony Steffen, ze względu na rosnącą tendencję do anglicyzacji w napisach do włoskich produkcji, aby spróbować udawać je jako filmy amerykańskie i brytyjskie. Od czasu do czasu powracał do swojego prawdziwego nazwiska, ale pod pseudonimem Anthony Steffen osiągnął zaskakującą popularność. Stał się stałym bywalcem spaghetti westernów, pojawiając się w takich tytułach jak Ringo: Face of Revenge (Mario Caiano, 1967), Gentleman Killer (1967) Giorgio Steganiego i Django the Bastard (1971) Sergio Garrone, który później został przerobiony (nieoficjalnie) przez Clinta Fastwooda jako High Plains Drifter (1973). Steffen stał się znaną twarzą w giallo w latach 70-tych, pojawiając się w takich tytułach jak Tropic of Cancer (1972) i Play Motel (1979), a także w takich granicznych gatunkowo filmach jak The Killer with a Thousand Eyes (1974) Juana Boscha i The Killers Are Our Guests (1974) Vincenzo Rigo. Steffen był wyraźnie czymś w rodzaju „nabytego smaku” [początkowo nie lubiany, ale później zyskujący uznanie], o czym świadczy jego popularność wśród włoskiej publiczności. W rolach zarówno bohaterskich, jak i czarnych charakterów był nudny, a jego występ w tym filmie nie jest wyjątkiem. Popularność Steffena zmalała w latach 70-tych, a w latach 80-tych jego produkcja zwolniła wraz z ogólnym spadkiem produkcji filmowej we Włoszech. Zmarł w 2004 roku.
Marina Malfatti i Erika Blanc zapewniają trochę relaksu odpowiednio jako Gladys i striptizerka Susie. Blanc nie pojawia się w filmie prawie wcale, ale wnosi do swojej roli mile widzianą zmysłowość, podczas gdy Malfatti skutecznie przekazuje zakłopotane reakcje swojej postaci na dziwne wydarzenia. Giacomo Rossi-Stuart i Umberto Raho zapewniają solidne wsparcie w słabo rozwiniętych rolach drugoplanowych.

Emilio P. Miraglia urodził się w 1924 roku. Przez pewien czas pracował jako kierownik ds. scenariusza i asystent reżysera, a następnie zadebiutował jako reżyser thrillerem akcji Assassination (1967) z Henrym Silvą w roli głównej. Wyreżyserował tylko pół tuzina tytułów, w tym jeszcze jeden giallo, The Red Queen Kills Seven Times (1972), po czym całkowicie zrezygnował z robienia filmów.


Jak już wspomniałem na początku, film pochodzi z zestawu dwóch filmów pod wspólnym tytułem: Killer Dames, wydanym przez Arrow Films.

Film ma dwie ścieżki audio: włoską i angielskojęzyczną. Tradycyjnie napisy przetłumaczyłem i dopasowałem do wersji włoskiej, ale chyba nie ma problemu z oglądaniem po angielsku. Większość aktorów wydaje się wypowiadać swoje kwestie w języku angielskim.

Z materiałów dodatkowych znajdziemy na płycie wywiad ze scenografem Lorenzo Baraldim (druga część tego wywiadu była dołączona do filmu „La dama rossa…” i była już tu na blogu) oraz dwa wywiady z Eriką Blanc, z 2005 roku oraz z 2016.

A teraz specjalnie dla gości Giallopedii prezentuję drugie wprowadzenie do filmu Eriki Blanc, tym razem z 2016 roku:

Ten materiał jest do obejrzenia na YT po zalogowaniu: trzeba spełnić warunek 18+ (wywiad z Eriką Blanc z 2016 roku).
Swoją drogą, o czym ta starsza pani opowiada, że jutuba musiała zastosować aż taką restrykcję 🙂

038-EM-NECOG-IT+EN-sPL-A

Otagowano , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *