Bezpośrednio po omawianym tu wcześniej Phantom of Death, Ruggero Deodato zrealizował kolejny film, tym razem lżejszy i milszy dla oka, horror Minaccia d’amore z piękną Charlotte Lewis, nękaną przez zabójcze telefony, a wszystko przy akompaniamencie dynamicznej muzyki Carlo Simonetti’ego…

Film Minaccia d’amore, znany pod angielskim tytułem Dial: Help (aka Love Threat), to horror z 1988 roku w reżyserii Ruggero Deodato. W głównej roli reżyser zatrudnił Charlotte Lewis, angielską aktorkę, który dwa lata wcześniej wystąpiła w Piratach Polańskiego i w Złotym dziecku z Eddie Murphym.
Film jest horrorem, ale w przeciwieństwie do dramatycznego i dość przytłaczającego swoją atmosferą poprzedniego filmu Deodato Phantom of Death, ten ma zupełnie inny klimat i należy go traktować lekko i z przymrużeniem oka jako film rozrywkowy, o czym piszę dalej.
Niektórzy zauważają w nim elementy kina giallo. Nie jestem pewien, czy tak jest, ale tytuł umieściłem na blogowej liście uzupełniającej.
Na początek zajrzyjmy do wydanej przez FAB Press książki poświęconej Ruggero Deodato, którą omawiałem szerzej TUTAJ (Cannibal Holocaust aand the Savage Cinema of Ruggero Deodato) i sprawdźmy co na ten temat pisze jeden z jej autorów, Harvey Fenton:
Z jakiegoś dziwnego powodu Deodato wyraża szczególną sympatię do filmu Dial: Help, czego nie podziela większość jego fanów. Podejrzewam, że może być szczególnie dumny z „wyglądu” filmu, który jest wykończony na wysoki połysk złożony ze znakomitych planów oświetlenia wnętrz, płynnego ruchu kamery i precyzyjnego, rytmicznego montażu. Dodajmy do tego jak zwykle solidną partyturę Claudio Simonettiego (zapominając o kiepskim heavy metalowym otwarciu filmu…) i niezaprzeczalnie przyjemny urok głównej aktorki Charlotte Lewis, a powierzchowna atrakcyjność filmu staje się natychmiast widoczna. Stylistycznie Dial: Help ma wiele wspólnego z dynamiką teledysku z końca lat 80-tych, tematycznie jest po prostu na swojej własnej planecie… Nie można traktować tego filmu poważnie, ponieważ jego fabuła jest całkowicie obłąkana, ale można się przy tym świetnie bawić, jeżeli podejdzie się do niego w odpowiednim duchu.
Charlotte Lewis gra Jenny, angielską modelkę mieszkającą we Włoszech, która ma problemy z porozumieniem się ze swoim coraz bardziej nieuchwytnym chłopakiem. Pewnej nocy, sfrustrowana niemożnością przebrnięcia przez jego sekretarkę, dzwoniąc do niego, przypadkowo wybiera zły numer. W opuszczonym starym biurze, w którym obecnie mieszka nastrojowe stado gołębi, dzwoni samotny telefon… Sprzątaczka słyszy telefon i podchodzi do biura, otwierając drzwi i mówiąc: „Od dwudziestu lat nikt nie dzwonił do tego biura…”. Sięga po telefon, po czym słuchawka wysuwa się w jej stronę, a ona sama zostaje uduszona przez kabel telefoniczny, podczas gdy bank taśm magnetofonowych ożywa, odtwarzając lawinę zrozpaczonych głosów. Na drugim końcu linii zdumiona Jenny rezygnuje z próby porozumienia się i odkłada telefon.
Od tej chwili Jenny jest nawiedzana przez ducha linii, na którą dzwoniła. Wkrótce otrzymuje dziwne telefony i musi stawić czoła serii dziwacznych „wypadków” spowodowanych telefonem, w których: w nocnych klubach eksplodują lustra; jej rybki są masakrowane dźwiękiem (ich akwarium znajduje się tuż przy telefonie); ktoś zostaje śmiertelnie porażony gradem monet, które są gwałtownie wyrzucane z automatu telefonicznego; jej znajomi, a nawet przygodnie spotkani są hipnotyzowani, aby się zabić, lub po prostu duszeni przez wściekłe pzrewody telefoniczne; a co najlepsze, dźwięk wydobywający się z telefonu na lotnisku powoduje eksplozję rozrusznika serca mężczyzny!
To wszystko jest śmiechu warte. W pewnym momencie widzimy nawet klasyczne dla slasherów ujęcie z punktu widzenia… telefonu prześladującego swoją ofiarę, wspinającego się po spiralnych schodach (?!). Dwa wyjątkowe momenty histerii w filmie są jednak zarezerwowane dla panny Lewis, która zostaje zahipnotyzowana i uwiedziona przez telefon, wijąc się w erotycznej ekstazie, najpierw w szlafroku, a następnie w pełnym czarnym stroju bieliźnianym, który ma na sobie w wannie pełnej wody!…
Zagadka zostaje rozwiązana, gdy okazuje się, że zły numer, który wybrała na początku filmu, należał do dawno nieużywanego biura Samaritans. Ponieważ Jenny jako pierwsza od dwudziestu lat zadzwoniła na ten pełen złości telefon, wytworzyło się w nim psychotyczne przywiązanie do niej. Ponownie dzwoni pod ten numer i mówi: „Kocham was wszystkich. Chcę, żebyście byli wolni!”. Gołębie wylatują przez okno biura i wszystko jest znowu w porządku…
Deodato włącza kilka chybionych przerywników komediowych, prawdopodobnie nie zdając sobie sprawy, jak zabawny jest ten film. Ostatecznie Dial: Help jest tak cudownie nietrafionym filmem, że fanom tandety trudno będzie go nie lubić.
Celowo wytłuściłem dwa zdania w powyższym tekście ponieważ całkowicie się z nimi zgadzam. Tego filmu nie powinno się traktować śmiertelnie poważnie, nie należy doszukiwać się sensu w samej fabule (czym to się różni od np. krwiożerczej laleczki Chucky; od morderczego samochodu Christine według powieści Stephena Kinga; różnych zabójczych starych domów itd.). Jest to film typowo rozrywkowy, a jednocześnie bardzo ładnie zrealizowany.
Widać tutaj doświadczenie Ruggero Deodato w branży reklamowej. Sam reżyser lubił ten film i określił go w cytowanym TUTAJ wywiadzie jako „pyszny, wyśmienity” (delicious). W pełni się zgadzam. Ten film po prostu wygląda ładnie, niektóre kadry, ujęcia są po prostu wyśmienite – dotyczy to zarówno wnętrz (nawet opuszczone, pełne śmieci i gołębi, biuro telefoniczne wygląda klimatycznie), jak i ujęć plenerowych (np. ujęcia dachów starych rzymskich kamienic pięknie oświetlonych słońcem).
Oczywiście główną atrakcją jest Charlotte Lewis i Deodato wykorzystuje każdą scenariuszową bzdurkę, aby ją pięknie zaprezentować. Choćby scena, kiedy Lewis wije się w orgazmicznej ekstazie ze słuchawką telefoniczną w dłoni, z której wydobywa się jakiś powiew powietrza (czy strumień energii – nieważne) – wygląda to właśnie jak fragment teledysku lub reklamy i, co by nie powiedzieć, wygląda to fajnie i wywołuje uśmiech na twarzy. Albo scena, kiedy Riccardo przygotowuje pyszny posiłek, smarując górę chlebów masłem (wspaniały posiłek dla modelki dbającej o linię), a za ścianą, w łazience, panna Lewis przebiera się w seksowną bieliznę, zakłada gustowne kozaczki (!) i wchodzi z tym wszystkim do wanny pełnej wody, nie wiadomo dlaczego zabarwionej na zielono, wijąc się ponownie w nieprzytomnym uniesieniu. Ta scena, znowu pomijając absurdalność, wygląda miło dla oka i pokazuje sprawność reżysera i operatora.
Natomiast nie mogę się zgodzić z końcówką cytowanego wyżej tekstu. Jeśli ktoś uważa, że „przerywniki komediowe” były chybione, a sam film jest nietrafiony, to chyba nie bardzo zna specyfikę włoskiego kina. A włoskie kino bardzo często pokazuje poważne tematy w skrzywiony, komediowo-satyryczny sposób, albo wplata w fabułę, ni stąd ni zowąd, jakieś komediowe gagi – to jest typowe dla kina włoskiego. Minaccia d’amore rzeczywiście zawiera elementy humorystyczne, które po pierwsze, pokazują poczucie humoru reżysera, a po drugie, dowodzą właśnie, że filmu nie powinniśmy analizować i rozbierać na czynniki pierwsze, tylko oglądać jako rozrywkę i cieszyć się tym co widzimy na ekranie.
Mamy więc scenę z policjantem, kiedy Lewis-Jenny szuka pomocy u siedzącego w budce na ulicy przedstawiciela władzy, opowiadając mu swoje perypetie z atakującym telefonem, zdechłymi rybkami i dziwnymi głosami – trzeba zobaczyć, jak policjant próbuje zachować powagę urzędu i coś jej doradzić. Albo, kiedy po pożarze domu strażak, widząc jakąś z lekka stukniętą, ale całkiem do rzeczy pannę, jak to Włoch – próbuje wykorzystać okazję, aby może ubarwić swoje (i przy okazji – jej) życie. Na uwagę zasługuje także Cyrus Elias w roli „odjechanego” barmana, widzimy go na początku i pod koniec filmu – prawdziwa perełeczka.
Jest tu nawet William Berger w epizodycznej roli profesora od nadnaturalnej energii, który niespodziewanie padnie ofiarą przedmiotu swoich badań naukowych.
Dobra, to tyle ode mnie. Nie da się ukryć, że film mi się podobał i że dobrze się na nim bawiłem. Wam też tego życzę, jeśli jeszcze go nie widzieliście. Pamiętajcie tylko, żeby nie traktować go zbyt serio. Nikt nie zaprzecza, że to tandeta, ale jaka ładna.
A, no i jeszcze nie wspomniałem o kolejnym atucie filmu, czyli muzyce Claudio Simonettiego. Czy jest dobra, czy nie, to w sumie nie takie ważne – najważniejsze, że pasuje do tego odjechanego filmu z lat osiemdziesiątych.
Dodatkowo warto wspomnieć, że w Dial: Help zobaczyć możemy przez chwilę samego Ruggero Deodato: to uśmiechnięty mężczyzna rozmawiający przez telefon na samym początku filmu.

Film Minaccia d’amore doczekał się na razie tylko jednego, niemieckiego wydania w postaci DVD, a z materiałów dodatkowych na płycie znajdziemy praktycznie tylko galerię zdjęć. Szkoda, bo na pewno dobrze odnowione wydanie bluray dodałoby jeszcze więcej wizualnego uroku temu filmowi.
Napisy polskie zrobiłem tłumacząc ze słuchu – film na płycie jest w wersji angielskiej oraz z niemieckim dubbingiem, ale bez żadnych napisów.
Poniżej prezentuję intro filmu Minaccia d’amore oraz muzykę Claudio Simonettiego.
013-RD-MdA-EN-sPL
Pingback:Ruggero Deodato – sylwetka reżysera | Giallopedia